Aby objawiło się to, co Bóg już uczynił
O Ruchu Comunione e Liberazione z ks. Józefem Adamowiczem rozmawia ks. Ireneusz Skubiś
"Niedziela" 22-29. 12. 1996, s. 8-9

KS. I. SKUBIŚ: - Rok temu opublikowaliśmy w "Niedzieli" wywiad z prof. M. Faldi z Mediolanu, pt. "Spotkać Kościół". W końcowej części wywiadu zabrał Ksiądz głos jako odpowiedzialny za Ruch "Komunia i Wyzwolenie" w Polsce. Dziś chciałbym tamtą rozmowę kontynuować. W pozdrowieniach przesłanych Ruchowi Ksiądz Prymas mówił o zakorzenianiu się Ruchu "Komunia i Wyzwolenie" w Polsce. Chciałbym zapy tać: jak oceniacie możliwość istnienia i rozwoju Waszego Ruchu w Polsce?

KS. J. ADAMOWICZ: - Ruch "Comunione e Liberazione" jest dziś obecny w 64 krajach. W tej liczbie od 13 lat jest Polska. Zatem sam fakt, że kilkuset Polaków spotkanie z tym Ruchem przeżywa jako coś ogromnie znaczącego dla ich życia, pokazuje, że jest możliwość istnienia i rozwoju tego charyzmatu także w Polsce. Zresztą Ruchu się nie "sprowadza" na mocy decyzji o ustanowieniu czy przeniesieniu pewnej struktury, podobnie jak nie tworzy się Ruchu przez obmyślenie i skuteczne zrealizowanie jakiegoś projektu. To Duch święty - jak stwierdza Ojciec święty Jan Paweł II w przemówieniu wygłoszonym 12 września 1985 r. - ubogaca Kościół nowym darem, który udzielony komuś wybranemu, pozwala Kościołowi "być obecnym w sposób nowy i odpowiadający pragnieniu prawdy, piękna i sprawiedliwości, które Chrystus wzbudza w ludzkich sercach i na które On sam stanowi jedyną, zadowalającą i pełną odpowiedź". Zatem pierwszym czynnikiem, który trzeba brać pod uwagę, mówiąc o obecności Ruchu w Kościele, także w Polsce, jest darmo udzielona łaska, dar Boga. Drugim jest zaangażowanie wolności poszczególnych osób, do których, jak uczy Papież, "obiektywna łaska spotkania z Chrystusem dotarła dzięki spotkaniom z wyjątkowymi osobami, których twarze, słowa i okoliczności pojawienia się wspominamy z wdzięcznością". Łaska, której Duch święty udzielił naszemu założycielowi, ks. Luigi Giussaniemu, dotarła także do Polski i została przyjęta - na pewno w sposób obciążony całą naszą grzesznością, ale przyjęta - przez pewną grupę nas; Polaków. Ruch "Komunia i Wyzwolenie" stał się dla nas, wedle słów Ojca świętego, "uprzywilejowanym narzędziem osobistego i wciąż nowego włączania się w tajemnicę Chrystusa". Przeżywanie i wyrażanie komunii stworzonej między nami przez chrzest, a odkrytej w spotkaniu z Ruchem, uznajemy jako "posłuszeństwo wielkiej tajemnicy Ducha" (Jan Paweł II).

Z jakimi reakcjami spotykacie się, gdy prezentujecie Wasze doświadczenie?

Staramy się, by ludzie spotkali nowość życia wyrastającą ze spotkania z Chrystusem przez możliwość zaobserwowania nowego sposobu, w jaki ktoś z nas podejmuje różne problemy właściwe środowisku, w którym żyje, by spotkali "coś innego" bez zbędnych słów i deklaracji, by słowo niosło wyjaśnienie faktu, czegoś, co już jest. Zawsze, nawet wtedy, gdy prezentacja naszego doświadczenia odbywa się tylko przez słowo, zauważamy zainteresowanie. Obserwujemy wielką uwagę, zasłuchanie, żywą reakcję - czasem także niechętną - ale żywą. Sam sposób zachowania się ludzi potwierdza, że w tym, co spotykają, widzą prawdę. Dochodzi do głosu moment przeżycia jakiejś pierwotnej oczywistości.

Czym jest owa pierwotna oczywistość?

Świadomość, że to, z czym się spotykam, rzeczywiście odpowiada moim najgłębszym pragnieniom. Człowiek jest ukonstytuowany z wymogu pełni, nieskończoności, szczęścia. Quid satis anima? Człowiek jest tym poziomem istnienia, który domaga się sensu wszystkiego. Jeśli spotykamy kogokolwiek, pozostając wierni przeświadczeniu, że Chrystus jest prawdą wszystkich rzeczy i w tym spotkaniu ukazuje się odmienione przez przynależność do Chrystusa człowieczeństwo, to ten ktoś przynajmniej przeczuwa, że w tym spotkaniu jest "coś", co dotyczy także jego życia. Natomiast potem wymagana jest pewna praca, by to doświadczenie oczywistości mogło stać się przekonaniem.

Na czym polega ta praca?

Formą pracy, którą proponujemy, jest Szkoła Wspólnoty. Zbieramy się systematycznie raz w tygodniu, by czytać wspólnie teksty wskazane przez ks. Giussaniego. Dzięki temu uczymy się świadomości i wrażliwości, jakie urodzą się z doświadczenia wiary. Ta nowa świadomość i nowa wrażliwość, jaką mamy dzięki Szkole Wspólnoty, stają się punktem wyjścia w podejmowaniu przez nas wszystkiego, co składa się na życie, i źródłem osądu całej rzeczywistości.

Na jakim forum ta praca się odbywa?

Najlepiej tam, gdzie nastąpiło spotkanie, a więc w szkole, na uniwersytecie, w biurze, w parafii, w sąsiedztwie...

Gdzie jest najłatwiej?

Najłatwiej jest tam, gdzie toczy się zwykłe, codzienne życie, bo spotkanie, które nazywamy Szkołą Wspólnoty, jest wprawdzie uprzywilejowanym, ale tylko jednym z elementów metody budowania dojrzałości wiary. Oczywiście, często przeprowadzamy Szkołę Wspólnoty z ludźmi różnych środowisk przy parafii lub w jakimś dogodnym miejscu, ale zawsze musimy się bronić przed myśleniem tego typu, że oto zwołujemy się, siadamy razem i teraz następuje spotkanie. Spotkanie bowiem następuje wewnątrz okoliczności życia. Tam dochodzi do głosu sposób widzenia rzeczy, jaki wyrasta z doświadczenia obecności Chrystusa. Następuje konfrontacja doświadczenia wiary z konkretną rzeczywistością, bo tylko wtedy Chrystus przestaje być piękną ideą, a zostaje zauważony jako Ten, który jest "tu" "dziś", "w konkretnych okolicznościach", i działa, nadając wszystkiemu nowy kształt.

Jak postrzegacie świadomość Obecności Chrystusa u polskich katolików? Wydaje mi się, że w Polsce bardziej żywa jest świadomość obecności Matki Bożej niż samego Chrystusa.

Głębokie przywiązanie do Matki Bożej i żywą świadomość Jej obecności postrzegamy jako szansę, a nie przeszkodę w rozwoju wiary w naszym narodzie. Ks. Giussani mówi, że genialna jest głębia, z jaką chrześcijaństwo pojmuje postać Maryi, bo właśnie w Niej uwidacznia się metoda, której użył Bóg dla zbawienia świata. Najwyższą kategorią metody, którą posłużył się Bóg w historii względem człowieka, jest darmowy wybór, powołanie. Z ludzkiego punktu widzenia, owa darmowość nigdzie nie manifestuje swej suwerenności tak wyraźnie, jak w przypadku Maryi. Maryja jest matką nowego świata i dlatego nowy świat uczyniony jest na podobieństwo Jej moralnej, duchowej i fizycznej fizjonomii, jest uczyniony na Jej wzór. Do cudu wyzwolenia człowieka zbliżamy się przez "fiat" Maryi. Bóg chciał uzależnić swój plan od owego "tak", wypowiedzianego przez Nią w wolności. Maryja jest wreszcie totalnym paradygmatem życia chrześcijańskiego. Chrystus jest wszystkim, ale rodzi się w świecie z Niej. To dotyczy również nas: wszystko bierze się z mocy Słowa Wcielonego, ale Chrystus objawia się w świecie za pośrednictwem naszej cielesności. Całkowita dyspozycyjność względem tego objawienia się zależy od jednego słowa - pamięć: żyć pamięcią spotkania z Nim po to, by przeżywać dyspozycyjność w rozpoznawaniu Go na nowo we wszystkich dniach życia. A któż bardziej niż Maryja żył pamięcią tej Obecności? Dla nas ta pamięć wyraża się w przeżywaniu komunii kościelnej.

Komunia kościelna wiąże się z eklezjologią, a we wszystkich ruchach i stowarzyszeniach katolickich znajomość Kościoła musi być rzeczą podstawową.

W aspekcie pedagogicznym i metodologicznym, a to szczególnie podkreślamy, komunia kościelna oznacza uznanie więzi ze wszystkimi, którzy należą do Chrystusa, za podstawowy wymiar swojej osoby oraz za podstawowe kryterium, z którym człowiek spotyka całą rzeczywistość. Komunia ta zrodzona jest przez więź z Chrystusem na mocy sakramentu Chrztu św.

Czy na tym polega charyzmat Waszego Ruchu?

Specyfika naszego charyzmatu sprowadza się do podkreślenia metody prowadzącej osobę do dojrzałości. Owa metoda ma swoje źródło w wierze, która jest rozpoznaniem i uznaniem we własnym życiu wyjątkowej obecności Boga, która odpowiada najgłębszym pragnieniom serca. (Pod słowem "serce" rozumiemy to, co stanowi istotę człowieka: rozumność, wolność, wymóg pełni, potrzebę i zdolność przeżywania związku z Tajemnicą, z Bogiem.) Ta Obecność, którą jest Jezus Chrystus, wkracza w życie człowieka nieprzewidzianie, nagle, nieoczekiwanie, za pośrednictwem jakiejś osoby lub grupy osób. W życiu tej spotkanej osoby człowiek może dostrzec, że cały horyzont życia jest ogarnięty przez tę Obecność, że Chrystus jest punktem scalającym wszystko, jest prawdą wszystkich rzeczy. Pójść za tą osobową ludzką rzeczywistością i z przeżywanej więzi uczynić narzędzie poznania i przemiany siebie i całej rzeczywistości - oznacza doświadczać wiary. Chrystus objawia się jako prawda wszechrzeczy, ostateczne znaczenie wszystkiego, nie na gruncie teoretycznej refleksji czy analizy, lecz w spotkaniu; w ludzkim spotkaniu dokonującym się w określonym czasie, w określonym miejscu, w tych, a nie innych okolicznościach. Pójść za tą spotkaną osobą lub grupą osób! To jest metoda! Realizuje się tu wielki i najbardziej godny podziwu paradoks. Polega on na tym, że afirmacja pełni (tzn. potwierdzenie wszystkiego) jest możliwa w konkretnym szczególe ("pełnia we fragmencie" - według znanego wyrażenia H. U. von Balthasara).

W Polsce jest ponad 90% ludzi ochrzczonych, którzy nierzadko jednak żyją tak, "jakby Boga nie było". Czy Wasza obecność wnosi coś w tę często zdechrystianizowaną tkankę życia społecznego?

Decydujące jest to, że w środowisku pojawia się nowy podmiot zdolny do krytycznego osądu, do jego wyrażenia. Pojawia się osoba nie poddająca się powszechnej mentalności, wolna mocą przylgnięcia do Prawdy, gotowa i zdolna do towarzyszenia każdemu na jego drodze w poszukiwaniu prawdy. To, jak już mówiliśmy, jest zawsze zauważone. ów nowy podmiot, wedle zakresu swych możliwości, wpływa na widzialny kształt życia społecznego, ale pierwszą i podstawową jego troską jest obecność; czyli wnoszenie i budowanie w danym środowisku komunii. To się wyraża przez czynną przyjaźń za pośrednictwem wszystkiego.

Czy nie jest to próba usprawiedliwienia braku zaangażowania, zrzucenia odpowiedzialności? Tyle pilnych problemów, a tu ktoś za pierwsze swoje zadanie uważa budowanie przyjaźni...

Zaangażowanie musi być, rozumne. Jedynym wyzwoleniem dla człowieka i świata jest Jezus Chrystus. Wszystko inne jest utopią, niezależnie od tego, z jak szlachetnych pobudek wypływa. Gorączka działania, zapamiętanie w zaangażowaniu charakteryzuje tych, którzy obmyślili piękne idee i uznali je za słuszne i godne wprowadzenia, a teraz tworzą projekty, poszukują form i narzędzi organizacyjnych. To może przynieść tylko straszliwe rozczarowanie. Nie chcemy marnować życia dla budowania świata opartego - koniec końców - na kłamstwie. Walka o coś, co nie istnieje, jest największym złudzeniem, bo człowiek nie jest stwórcą, człowiek współpracuje, aby objawiło się to, co Bóg już uczynił. A Bóg uczynił już początek nowego świata w człowieczeństwie Swojego Syna. Pracą więc i zaangażowaniem na rzecz prawdziwego dobra człowieka jest uobecnienie tego Nowego Początku, a mato miejsce wszędzie tam, gdzie urzeczywistnia się komunia, czyli jedność tych, którzy Go spotkali. Jeśli gdziekolwiek taki punkt wyjścia jest przez nas respektowany, okazuje się, że można pracować więcej, mieć większy wpływ, nie pomniejszać czy też wyolbrzymiać niczego, z coraz większą uwagą i pasją uczestniczyć we wszystkim, i to we wciąż wzrastającej radości, a nie w wyniszczeniu i goryczy oraz pretensjach oddzielających jednych od drugich. Doświadczamy codziennie prawdy tego, niezależnie czy jesteśmy uczniami, studentami, gospodyniami domowymi, czy działamy w biznesie, w polityce, czy też jesteśmy księżmi czy robotnikami.

Czy Ruch podejmuje działania charytatywne?

Jeśli chodzi o ten bardzo zasadniczy wymiar odpowiedzialności chrześcijańskiej, jaką jest współdzielenie potrzeb bliźnich, to akcentujemy przede wszystkim towarzyszenie potrzebującemu człowiekowi. Bóg przecież, chcąc być solidarny z nami w naszej nędzy, utożsamił się z naszą nicością, stanął przy nas. Odkrycie i zaspokajanie jakichś konkretnych potrzeb człowieka pojmujemy jako wezwanie, by tego kogoś wpisać w krąg naszej przyjaźni. Na przykład: 13 lat temu nasza niewielka wspólnota ze świdnicy obdarowała paczkami na św. Mikołaja dzieci z kilku rodzin, dziś - zgodnie z naszą logiką służby biednym - ta sama wspólnota towarzyszy blisko 200 rodzinom. To towarzyszenie jest codzienne i wyraża się przez otwarte codziennie oratorium, gdzie przychodzą dzieci, by wykąpać się, zjeść obiad, uczyć się, znaleźć schronienie przed awanturą, która odbywa się w ich domu; przez małe przedszkole dla 30 dzieci; przez pomoc w znalezieniu pracy, remoncie mieszkania, organizowaniu wakacji; towarzyszenie dzieciom zabranym do Domów Dziecka - z tego zrodził się prowadzony przez naszych ludzi Rodzinny Dom Dziecka. Doświadczenie to stało się inspiracją znaczącego dzieła charytatywnego w Ruchu: Fundacji Pomocy Biednym Dzieciom "Ut unum sint".

Czy wspólnota świdnicka jest jakimś ewenementem?

Nie, wszystkim uczestnikom Ruchu proponujemy, jako jeden z podstawowych instrumentów wychowawczych, tzw. gest charytatywny, tzn. w każdej wspólnocie jest wskazany pewien określony sposób, w jaki wszyscy towarzyszą ludzkim potrzebom, dostrzeżonym w danym środowisku. Podejmujemy działalność charytatywną, aby uczyć się żyć jak Chrystus. Staramy się odpowiadać na wiele współczesnych potrzeb. Dzieło natomiast, jako pewna rzeczywistość zauważana pod względem socjologicznym, rodzi się tam, gdzie ktoś w sposób dojrzalszy zauważa pewien problem i mówi: "Ja to podejmę". Dzieło zawsze rodzi się z osoby, która wobec jakiejś sprawy potrafi z odwagą powiedzieć: "Ja to podejmę". Takich dzieł jest sporo. Jesteśmy powściągliwi, jeśli chodzi o powoływanie struktur, ale z konieczności Fundacja Pomocy Biednym Dzieciom "Ut unum sint" ma swoje biura m. in. w Legnicy, Lublinie, Zdzieszowicach i Wrocławiu.

A w życiu kulturalnym? Czy organizujecie świetlice, biblioteki...?

Owszem, w ramach Fundacji "Ut unum sint" tego typu działalność istnieje. Poza tym już szósty rok wychodzi nasze pismo - dwumiesięcznik Komunia i Wyzwolenie. Niektórzy z nas są profesorami czy wykładowcami w wyższych uczelniach, także katolickich; uczestniczymy niekiedy w Tygodniach Kultury Chrześcijańskiej, czasem promujemy jakąś książkę (książkę Ojca świętego "Przeoczyć próg nadziei" promowaliśmy w Legnicy jako drudzy w Polsce, po KUL-u). Dzięki życzliwości Czcigodnego Księdza Prałata, Niedziela wyda niebawem książkę ks. Giussaniego "Czas i świątynia". Są to niektóre przejawy naszego uczestnictwa w kulturze. Najbardziej istotnym wkładem, jaki wnosimy w kulturę, jest Szkoła Wspólnoty, gdyż praca, którą tam podejmujemy, sprawia, że wiara jest przeżywana jako ostateczny osąd, któremu poddane są wszystkie wartości, przy pełnym poszanowaniu dla ich własnych treści.

Mamy teraz w Polsce aktualną , "modną" sprawę Akcji Katolickiej. Jaka jest relacja między Ruchem a Akcją Katolicką?

Ta relacja winna się zasadzać na wspólnym wsłuchiwaniu się w głos Ojca świętego, który z naciskiem wzywa do nowej ewangelizacji i do ewangelizacji kultury. W obliczu wielu przejawów dechrystianizacji (z jednej strony pieniądz i ulotna przyjemność, z drugiej - urzeczenie sektami, ezoteryką i neognozą) nowa ewangelizacja okazuje się w naszych czasach niezbędnie konieczna. Nowa ewangelizacja, jeśli rzeczywiście nią jest, rodzi dla ludzi nowe formy życia, nowe doświadczenia współżycia społecznego i nową mentalność. Nic, co ludzkie, nie zostaje wyłączone. Wspólnie odkrywamy nowość życia koncentrującego się na podążaniu za Chrystusem. Wychodzimy razem na spotkanie rzeczywistości jako świadkowie Jego Obecności w każdej okoliczności życiowej. Rzeczywiste przeobrażenie życia i społeczeństwa w świetle zbawczej obecności Chrystusa - oto dzieło, do którego czujemy się powołani. W jego realizacji będziemy współdziałać ze wszystkimi, w tym także z powstającą w naszym kraju Akcją Katolicką.

Wydaje się, że Ruch "Komunia i Wyzwolenie" ma ogromne szanse, by jeszcze bardziej zaistnieć w Polsce. Jest u nas wielu ludzi głodnych Boga, a i takich, którzy nasycili się innymi doświadczeniami i chcą wrócić, ale muszą wiedzieć dokąd.

Tym, co się wydarzyło, chcemy dzielić się ze wszystkimi. Najprościej jest przyjść na Szkołę Wspólnoty. W Biuletynie Komunia i Wyzwolenie można znaleźć nasze adresy i miejsca spotkań. Mamy również nasze strony i informacje w sieci komputerowej Internet. Dzięki wielkiej życzliwości Czcigodnego Księdza Redaktora, informacje o nas docierają również za pośrednictwem Niedzieli. Korzystam z okazji, by wyrazić wielką wdzięczność. Wszystkim powtarzamy słowa Pana Jezusa: "Chodźcie, a zobaczycie".

Dziękuję za rozmowę.

wydrukuj   wyślij link